Basen Pruszków

Podobne podstrony
 
Widzisz posty znalezione dla zapytania: Basen Pruszków




Temat: Inwestycje wokół toru kolarskiego
Ja znalazłem TO. Prawdę mówiąc akirat o basenie nie ma tu nic.

TOR POD SEMAFOREM

W Europie jest 11 krytych torów kolarskich. W świecie niewiele więcej, a
przoduje potęga w kręceniu po owalu - Australia. Obecnie powstaj? tory w
Pekinie (olimpijski 2008), w Los Angeles i w Pruszkowie (!). Z tym ostatnim s?
k?opoty, cho? wykonanno ju? 40 procent prac. Ale to przecie? taka nasza, polska
specjalno??...

Skontaktował się ze mną Jan Starzyński, prezydent (rządzi już drugą kadencję)
54-tysięcznego Pruszkowa, który (Pruszków) już dawno temu przestał
być "sypialnią Warszawy" i jest prężnie rozwijającym się miastem z biznesem w
tle. "Przyjedź pan, bo tak dalej być nie może! Przyjedź pan, bo wydawało mi
się, iż w sprawie toru rozumiem już wszystko, ale okazuje się, iż nie rozumiem
nic". No i pojechałem.
Wrażenie jest piorunujące. Pruszkowski tor w budowie to nie grajdoł dla
lokalnych potrzeb. To JEDYNY (obok zakopiańskiej Wielkiej Krokwi i poznańskiej,
kajakarskiej Malty) obiekt w Polsce, na którym mogłyby się odbyć olimpijskie
zawody! To wspaniała niecka 100 na 100 metrów, 12 tysięcy powierzchni
użytkowej. Obiekt (projektował Wojciech Zabłocki, a sam tor - wykładany sosną
syberyjską - Niemiec Ralf Schurman), na którym obok kolarstwa i sportów
wszelakich jest miejsce na hotel, biura PZKol i nie tylko, zaplecze medyczne,
gastronomię, koncerty rockowe i Bóg wie jeszcze na co. Całość stoi na skraju
lasu i chronionego prawem parku krajobrazowego, a jednocze?nie ledwie 200
metrów od przystanku WKD i miejskiej zabudowy. Niespe?na 20 kilometrów od
centrum Warszawy, jeszcze mniej od lotniska Ok?cie. Ale problem jest...
Było tak. Miasto Pruszków przekazało 5 hektarów terenu w u?ytkowanie wieczyste
(na 99 lat) inwestorowi, czyli Polskiemu Zwi?zkowi Kolarskiemu. Miasto zobowi?
za?o si? (i s?owa dotrzyma) do przebudowy infrastruktury drogowej wokó? toru
oraz pod??czenia tzw. mediów, czyli zasilania, wody, ogrzewania... I na tym
rola Pruszkowa i prezydenta Starzyńskiego się kończy; no może poza tym, iż po
otwarciu obiektu da on miejsca pracy ponad stu mieszkańcom miasta. Gdy rok temu
wmurowano kamień węgielny, Starzyński i prezes PZKol Wojciech Walkiewicz byli w
siódmym niebie. Szczególnie ten drugi, bo przez 10 lat szukał miejsca dla toru;
od Szczecina po Wrocław, Łódź i tereny warszawskiej Spójni. Skończyło się na
obiecankach (na piśmie), ale prawdziwe objawienie przyszło właśnie w Pruszkowie.
Dokumentację budowy (i stosowne pozwolenia) zamknięto w ciągu trzech miesięcy,
co jak na polskie warunki było rekordem iście kosmicznym. Tor miał kosztować 45
milionów złotych. 30 procent miał zapewnić inwestor, 70 procent państwo, czyli -
po pozytywnej opinii PKSport - Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu via
swój departament inwetycji. Ruszyli półtora roku temu (wykonawcą doskonały,
specjalistyczny Mostostal Puławy; na budowie 70 pracowników i wiele ton
sprzętu) i szli jak burza do 17 sierpnia 2004. Wtedy na straży został tylko
cieć z psem i kierownik budowy, inżynier Adam Patyra.
Ktoś napisał, iż "realizacji toru zaprzestano z przyczyn finansowych", bo od 1
stycznia MENiS nie odblokował ani jednej inwestycyjnej złotówki (za rok 2003
przelano 11 z 18 przyznanych milionów). Nie odblokował, chociaż 15 lipca budowę
wizytował sam podsekretarz stanu, Adam Giersz, a były także kontrole z
ministerstwa i banku (BGK). O co chodzi? O brak pieniędzy, czy o grzech
zaniechania i opieszałość w podjęciu przelewowej decyzji? Może diabeł tkwi w
tym, iż koszta inwestycji wzrosły ponoć o ponad jedną trzecią - bo w tym kraju
dro?ej? nie tylko samochody... Minister Giersz, pytany przez "TRYBUNĘ"
potwierdził, że wartość inwestycji w Pruszkowie jest prawie dwukrotnie wyższa
niż szacowano. Właśnie w MENiS i PKSport analizowane są ustalenia pokontrolne,
ale decyzja praktycznie już zapadła. W ciągu 10 dni powinna zostać uruchomiona
specjalna transza, gwarantująca kontunuowanie prac i zabezpieczenie toru.
Na razie jednak faktem jest, iż najwspanialsza inwestycja w dziejach naszego
sportu (nie waham się tak napisać!) niszczeje w oczach (podchodzi woda,
katastrofa będzie śnieg, a ratunkiem zadaszenie - brakuje połowy dźwigarów i
pokrycia - i zamknięcie stanu surowego. Szczerze mówiąc to skandal w polskim
stylu. Więc Walkiewicz w weekend odkręcał w Zurychu (na kongresie UCI) terminy
przyznanych już Pruszkowowi mistrzostw świata i Europy. Odkręcił dobrze, bo
mają być (?) w roku 2008 (decydujące eliminacje przedolimpijskie) i w 2007.
Prezydent Starzyński też jest optymistą. Ale jaki ma wybór?






Temat: Kupię mieszkanie-Piaseczno
gotowiec
Prosz...a jednak można merytorycznie i bez złośliwości i uprzedzeń, nawet w
Piasecznie...

Jadąc od Wawy
> -
> kolos Strabaga po lewej stronie /

jeden jedyny, poza tym - bez przesady - nie jest tak tragicznie - rzecz
gustu..gdybym miał porównać z nowym dziełem typu Elektra czy jakoś tam... no
sam wiesz..

strona / wszystko
> od Chopina / Stalowa, Ołówkowa itd./ - argument o psich zadkach jest na
> miejscu, klimaty jak w najgorszych częściach warszawskiej Pragi / nie wierzę,
> że się nie zgodzisz! /

owszem - zgodzę się, ALE .. ten teren o którym mówisz jest w sumie niewielki
(3 ulice) i wyrabianie sobie opinii o Pruszkowie tylko myśląc o tym terenie
jest bardzo nie fair. Poza tym na Ołówkowej rusza teraz budowa nowego osiedla o
bardzo przyzwoitej architekturze i sporego (300- 400 mieskzań). Generalnie
tereny przy-pociągowe nigdzie nie należą do dzieł sztuki.
Piaseczno ma tutaj więcej szczęścia (!?) bo przecież stacja pociągu jest na
uboczu. Ale to też oznacza że z większości Piaseczna jest do stacji dość
daleko..

Centrum - od Prusa, UM, rejon Hubala - tu zgoda, jest
> OK.

centrum, ale i osiedle Parkowe, Wyględówek noi Ostoja, Agrykola- nie
powiedziałbym, OK, ale super! macie w ogóle coś takiego w Piasecznie?

a osiedla typu Staszica czy np. stary Żbików - TRAGEDIA.
>

Zgoda, ale pół Piaseczna wygląda jak osiedle Staszica...

> Poza tym Alejami rano się jeździ fatalnie / Puławską lepiej choć też bez
> rewelacji /.

Wchodząc w tematy komunikacyjne wchodzisz na minę, bo - paradoksalnie to
największy atut Pruszkowa. Aleje są intensywnie modernizowane, do Pruszkowa
będą 3-pasmowe, estakady, do tego za Pruszkowem przetnie je obwodnica Warszawy,
a więc od razu masz zjazd na północ lub południe. Do tego odciąży je a-2 (za
darmo od Pruszkowa), noi last bat not list- trasa salomea-wolica oraz
Paszkowianka (obwodnica Pruszkowa). Szach-mat!

A na basen
> można pojechać do Pruszkowa lub Grodziska.

No właśnie, a ja mogę PÓJŚĆ.

>Wieczorem Pruszków to pustynia.
Już nie! (a jak w Piasecznie - night live?)

> Zwróciłeś uwagę, że tam nie ma nawet jednej sensownej knajpy?
Już są- np koło "strabaga" jest Przystań super urządzona na jeziorku, ale też
są inne !!!(a jak w Piasecznie ?)

A SKM - góra 2
> lata i będzie wszędzie.

Ach te obietnice. A ja właśnie słyszałem, że nie będzie nawet przedłużona do
Grodziska z braku taboru. Z resztą to kolejny temat, gdzie wchodzisz na minę:
za 2 lata to ma być 2 linia z Pruszkowa przez wolę park i arkadię na dworzec
gdański. Zapominasz o WKD - też będzie szła do Piaseczna? Byłoby fajnie bo mają
w nią ostro inwestować samorządy które ją kupiły (nowoczesny tabor i takie
tam). Szach-mat!

Dokładka:

- puchary europy w koszykówce męskiej i 2 mistrzostwa Polski
- obecnie 2 liga piłki nożnej
- arena - tor kolarski (zaklepane mistrzostwa świata i europy, ale też
wydarzenia siatkarskie, arena koncertowa)
- kończy się budowa deptaka - rewelacja!
- rozpoczyna budowa nowoczesnego centrum kultury i rozrywki oraz kina
- planowana jest budowa rynku
- powstaje odkryty basen i park rozrywkowy
- mnóstwo nowych inwestycji mieszkaniowych
- w 2007 Pruszków wyprzedził Piaseczno pod względem zamożności mieszkańców
(obecnie 6 miejsce w Polsce)

a jak tam Wasze asy w rękawie?!

uff. następnym razem będę miał gotowca do wklejenia, jak znowu ktoś będzie
ludziom wmawiać herezje.. ;-)

Pozdrawiam!






Temat: Pruszków, uwag kilka.
"...Pruszków nie jest do końca sypialnią Warszawy - jest tu kilka dużych
zakładów przemysłowych (Daewoo, Bauma, Jadar, Smurfit, Dromex, firmy
logistyczne, etc.)..."
Dobrze, żeby być już precyzyjnym do bólu i uniknąć niedomówień zdefuniujmy sobie
termin "sypialnia" stosowany w odniesieniu do miast lub dzielnic miast. Co można
zatem uważać za cechę dystynktywną "sypialni", która pozwala jednoznacznie ją
odróżnić od nie-sypialni? Oczywiście jej monofunkcyjność: zaspokajanie tylko i
wyłącznie potrzeb mieszkaniowych i...nic poza tym. Naturalnie taki typ idealny
nie występuje w rzeczywistości (chociaż w przeszłości Ursynów znacznie się do
niego zbliżył) to jednak jest to już jakaś miara.
A teraz powracając do P.: jak wyżej wspominałem w pruszkowskich zakładach pracy
zatrudnienie systematycznie spadało od połowy lat 70-tych, a pokaźne części ich
załóg nie wywodziły się z P. Oznacza to, że do pruszkowskich zakładów pracy
dojeżdżali mieszkańcy spoza P., pruszkowianie zaś pracowali (zapewne w
większości) w pobliskiej Warszawie (A. Żarnowska (red.), Dzieje Pruszkowa,
Warszawa 1983, s. 334). Trend ten jeszcze bardziej nasilił się po 1989 r.; np.
od samego początku działalności fabryki Daewoo w Pruszkowie dręczyły ją, jak
stwierdził menedżer firmy W. Szulborski, w wywiadzie dla „Głosu Pruszkowa” (nr
4/96, s. 1 i 6), „problemy ze skompletowaniem załogi”. Ze zdziwieniem
stwierdzono, że pomimo najwyższej stopy bezrobocia w Polsce od 1989 r.
wynoszącej ponad 16%, mieszkańcy Pruszkowa jakoś specjalnie nie interesowali się
pracą w Daewoo. Bezrobocie w samym Pruszkowie wynosiło wtedy ok. 9%. W
rezultacie firma była zmuszona szukać siły roboczej poza Pruszkowem i
zorganizować na swój koszt dowóz pracowników z Żyrardowa, Skierniewic i Sochaczewa.
Wniosek jaki się nasuwa po zapoznaniu się z powyższymi danymi jest jasny: dla
znakomitej większości pruszkowian, P. jest miejscem zaspokajającym jedynie
potrzeby mieszkalne, ponieważ pracują poza nim (o infrastrukturze
handlowo-usługowej, rozrywkowej i kulturowej pisałem już w innym poście).
Pruszków więc JEST sypialnią Warszawy, ponieważ poza funkcją mieszkalną, nie
pełni (lub pełni w znikomym stopniu) żadnej innej funkcji.
Mając na uwadze powyższe, dość dziwne mogą się wydawać propozycje uczynienia z
P. jakiegoś regionalnego centrum handlowo-usługowego (zdaje się, że poprzez
analogię do centrum administracyjnego) skoro istnieją problemy z obsługą w tym
zakresie własnych mieszkańców...A to, że kilka banków otworzyło swoje filie,
władze miasta wybudowały basen (w momencie gdy spora część zabudowy komunalnej
kona, nawierzchnie wielu ulic są do wymiany praktycznie w całości, tereny
poprzemysłowe obrastają chwastami etc etc.), powstał mały "Lidl" (który jest
delikatnie mówiąc poza krytyką), bynajmniej nie świadczy o boomie rozwojowym P.

"...A co do funkcji sypialni: czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że dojazd z
Pruszkowa do centrum Wawy (25 minut koleją/WKD) to tylko 5 minut dłużej niż
metrem z Kabat?..."
Po pierwsze: co ma czas dojazdu do funkcji sypialni? Gdzie tu jakiś związek?
Po drugie: co do opcji dojazdu kolejowego to już się wypowiadałem i nadal to
podtrzymuję. W świetle faktów porównanie do metra jest mało trafne
(bezpieczeństwo, czas przejazdu, częstotliwość kursowania, punktualność, stan
taboru etc).

"...Powoli, ale jednak powstają nowe bloki/apartamentowce..."
Nowych mieszkań oddawanych do użytku w P. jest niewiele. Powód jest prosty:
lokalny monopolista (PSM) wyczerpał już praktycznie dalsze możliwości ekspansji
terytorialnej (ponoć trwały jakieś pertraktacje z władzami gm. Michałowice o
odsprzedanie części gruntów ale chyba zakończyły się one niepowodzeniem). Władze
miasta sugerują w tej materii zagospodarowanie Żbikowa czy też nawet Gąsina
(sic!). Osobiście uważam to za pomysł absurdalny.
Apartamentowców w P. nie ma i raczej nie będzie (nie potrafię sobie wyobrazić
kogoś, kto chciałby za 10 tys. PLN/metr zamieszkać na terenach byłych kortów
tenisowych, bo chyba właśnie tam ktoś szumnie reklamuje sprzedaż apartamentów).

"...Moim marzeniem jest aby w apartamentowce przerobiono zakłady przemysłowe
obecne w centrum Pruszkowa, żeby powstały tzw. "lofty". Jest to obecnie modne na
achodzie, zapewnie będzie również modne u nas. W ten sposób zachowanoby
przynajmniej część tradycyjnej architektury i układu urbanistycznego miasta, co
pozwoliłoby udokumentować jego historię a jednocześnie przyciągnęłoby
atrakcyjnych mieszkańców..."

Czysta abstrakcja. Pozostawiam tą część bez komentarza.



Temat: Pruszków, uwag kilka.
Pruszków, uwag kilka.
Poniższy post to w zasadzie kontynuacja (i jakiś komentarz) wątku

zapoczątkowanego przez bozenia.w - "Nie lubię Pruszkowa". Postaram się w

sposób w miarę uporządkowany przedstawić własne zdanie, własne, czyli

mieszkańca Pruszkowa. Od przeszło dwudziestu lat.

Komparatystyka

Bodajże najbardziej zwraca uwagę w całym wątku nawyk częstego

porównywania: a to Pruszkowa do Warszawy, a to miejsc dobrych do miejsc

złych, miejsc "modnych" do miejsc "dusznych", itd. Nie ma oczywiście nic w tym

złego - można wszak dzięki takim porównaniom wzbogacić się o jakieś

informacje. Jest tylko jedne małe "ale", mianowicie żeby porównanie miało jakiś

sens, porównywane obiekty muszą być tej samej klasy (absurdalnym zabiegiem

byłaby próba porównania, dajmy na to, skowronka i elektrowozu - w kategorii co

jest piękniejsze, albo co mi się bardzo podoba - przykład specjalnie

przejaskrawiłem).
Z jakimi miastami więc można porównywać P.? Moim zdaniem trzeba

uwzględnić wielkość P. i jego położenie względem miasta centralnego.
Opisany powyżej zabieg pozwoli uniknąć jałowych stwierdzeń, pt.: "jedźcie sobie

do Żyrardowa to dopiero zobaczycie jaka tam nędza" itp. (nie porównuje się do

"gorszych" żeby poprawić sobie samopoczucie, bo zawsze można porównać się

do "lepszych", tylko...co z tego?).
Na wypadek gdyby powyższa argumentacja nie wydała się trafiona osobom, które

owymi porównaniami tak szafowały, powiem to inaczej: nie obchodzi mnie jak

jest w mieście X czy Y, obchodzi mnie jak jest TU, w mieście, w którym

mieszkam. To, że gdzieś tam jest lepiej/gorzej ani na jotę nie zmieni faktu,
że TU

gdzie mieszkam podoba/nie podoba mi się.
Tyle w kwestii komparatystyki, jedźmy dalej.

Zieleń

"... Jedyne przyjemne miejsce jakim jest park Potulickich tonie
w morzu nędzy i brudu..."
"...Gdzie tu jest zieleń?..."
"...czego jak czego ale od niedawna zieleni w Pruszkowie nie brakuje, ..."
Cóż, jak widać zdania są podzielone. Z tego co pamiętam łączna powierzchnia

terenów zielonych w P. wynosi ok. 50 ha, czyli dokładnie tyle samo ile

powierzchnia zajmowana przez byłe zakłady ZNTK. Główna ich część przypada

na park Potulickich i zamkniętą część szpitala w Tworkach. O ile o urodzie

akwenów zieleni w P. można dyskutować, to jednakże nazwanie P. zielonym

miastem jest jednak pewną przesadą; dwa niewielkie parki i ogródki

"okołobalkonowe" nie przekonują mnie (przynajmniej mojej percepcji). Do tego

można dodać jeszcze obecność pokaźnego wysypiska śmieci, które chyba

nieprędko zostanie zutylizowane, tereny poprzemysłowe, z którymi takoż nie

wiadomo co się będzie działo.

Infrastruktura

"...W tym mieście nie da się zrobić ani sensownych zakupów,
ani pójść do restauracji nie mówiąc o kinie. Nawet porządnej księgarni nie ma.
Bo te, które są oferują tylko albo podręczniki szkolne albo literaturę klasy B.
Na basen jeżdżę do Ursusa bo jest mniejszy tłok,..."
Chyba tylko szalona osoba odważyłaby się dyzkutować z faktem braków w

infrastrukturze P. pod względem kulturalno-rozrywkowym czy handlowym. P. był

od zawsze ubogi w tym zakresie - w szczytowym momencie posiadał dwa kina

i...to wszystko. Dziś chcąc pójść do kina, teatru czy galerii, mieszkańcy

Pruszkowa muszą odbyć podróż do Warszawy. Nie ma też w Pruszkowie

restauracji, kawiarenek czy pubów (przynajmniej takich, w których

zaryzykowałbym wizytę). Całości obrazu dopełnia brak centrum

handlowo-usługowego, które mogłoby w pełni zaspokoić potrzeby mieszkańców.

Funkcję tą miał pełnić pasaż handlowy, wybudowany wzdłuż głównej ulicy

śródmieścia, jednakże kilkanaście sklepów i placówek, jakie tam zlokalizowano to

zdecydowanie za mało jak na potrzeby tej wielkości miasta. Być może sprawę

rozwiązałaby budowa super lub hipermarketu, lecz jakiekolwiek próby

uruchomienia takiej inwestycji są natychmiast blokowane przez lokalnych

posiadaczy drobnych sklepów (nawiasem mówiąc nie grzeszących zbytnią

dbałością o klienta).

Położenie i związana z nim komunikacja

Na pierwszy rzut oka wygląda nieźle: aż dwie niezależne linie kolejowe,

komunikacja autobusowa, łatwy dojazd samochodem (wszak Al. Wojska Pol. to

nic innego jak Al. Jerozolimskie). W rzeczywistości entuzjazm szybko opada.

Przez wiele lat korzystałem z transportu kolejowego, myślę że znam więc jego

plusy i minusy. Te drugie przeważyły (kwestie bezpieczeństwa: rozboje w biały

dzień, znaczna odległość: os. Staszica, stan taboru PKP). Tak więc pozostaje

autobus ale tematu pt. przedsiębiorstwo L. Wnuka chyba komentować nawet nie

trzeba (PKS Grodzisk odpada - zbyt rzadko kursuje).

Reszta "inną razą"=)




Temat: Podtytul
wfe416n napisał:
> a powiedz mi kolego co zyskał Ursus po utracie samodzielności ( oprócz komunika
> cji która i tak miał )? Wietnamczyków zamiast Ursusa, CPN zamiast basenu ( odkr
> ytego ), sklep z ciuchami zamiast fabryki?

Wietnamczyków jakoś w Ursusie nie spotykam więcej niż gdzie kolwiek indziej w
okolicach Warszawy. Nie wiem, czy CPN dostał pozwolenie od dzielnicy, czy od
miasta, ale nie widzę związku z tym, że Ursus jest dzielnicą Warszawy. Jeśli
chcesz, to znajdę Ci kilkadziesiąt stacji benzynowych, które powstały w
miejscowościach poza Warszawą, i drugie tyle na terenie Stolicy. Basen został
zamknięty być może z powodu jakichś przepisów bezpieczeństwa, ale nie jestem
tego pewnien. I na prawdę NIE WIDZĘ związku między upadkiem fabryki a utratą
suwerenności Ursusa. Raczej dopatrywałbym się przyczyny w zmianie ustroju w
Polsce, gdyż nie przypominam sobie, bym w TV usłyszał w 1989r.: "Proszę Państwa,
informuję iż w związku wchłonięciem Ursusa przez Warszawę 12 lat temu, dziś
upadł komunizm." Ursus przyłączył się do Stolicy w drugiej połowie lat 70-tych,
gdy fabryka przeżywała lata świetności. Kryzys pojawił się na początku lat
90-tych, i to nie tylko w najmłodszej dzielnicy Warszawy, lecz w niemal
wszystkich tego typu obiektach w całej Europie post-komunistycznej. Jako
suwerenna jednostka Ursus nie miałby więcej pieniędzy na ratowanie fabryki, niż
miał do tej pory.
Co do komunikacji to nie ma wątpliwości, iż dziś kursuje do Ursusa więcej
autobusów niż 30 lat temu. Mimo że nie ma już największego miejsca pracy jakim
była fabryka. Czy władzom Warszawy zależałoby na budowie przystanku kolejowego
Ursus-Niedźwiadek gdyby Ursus był jedną z wielu miejscowości podwarszawskich?
(Czy dziś Warszawa rwie się do wybudowania przystanku w Parzniewie? A taki
przystanek miałby korzyści, szczególnie za kilka lat.) Spośród 10 największych
inwestycji w Ursusie z ostatnich 30 lat, jaka część była finansowana przez
dzielnicę, a jaka przez miasto? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale chętnie
poznam.
Nie słyszałem jeszcze żadnego głosu by Ursus odzyskał wolność. Nie znam nikogo,
kto wolałby płacić 4,80 zl za bilet zamiast 2,40. Suwerenność nie uchroniłaby
Ursusa przed budową łącznika do A2 czy ul. Nowolazurowej. Nie uciszyłaby
samolotów, które są zmorą mieszkańców.
Właściwie to mamy porównanie: Ursus jest dzielnicą Warszawy od 30 lat, a tuż
obok, w takiej samej odległości od Centrum, jest samodzielny Raszyn. Czy
Raszynowi i jego mieszkańcom jest dziś lepiej, czy gorzej, niż Ursusowi? Na
pewno przyłączenie Raszyna do Warszawy ułatwiłoby budowę linii tramwajowej
wzdłuż Al. Krakowskiej (podobnie Ząbki też mogłyby zyskać tramwaj). Poza tym na
pierszwy rzut oka jest podobnie, poza komunikacją (pod)miejską.

Wracając do Pruszkowa:
> Prawdziwy mieszkaniec Pruszkowa dba o suwerenność swojego miasta.

Prawdziwy mieszkaniec Pruszkowa dba o dobro swojego miasta i jego mieszkańców.
Suwerenność nie może celem samym w sobie, lecz musi przynosić korzyści. A
korzyści często są wtedy, gdy łączy się siły. Są oczywiście pozytywne strony
zachowania samodzielności i trzeba o nich mówić, trzeba się jednak zastanowić
jak one się mają do możliwości korzystania z dóbr Warszawy.

Pomijając komunikację i inwestycje, jest kwestia która bezpośrednio dotyczy
wielu mieszkańców Pruszkowa, którzy codziennie dojeżdżają do Stolicy (a jest ich
wielu - wystarczy rano spojrzeć na tablice rejestracyjne stojące w korku do
Warszawy na ul. Połczyńskiej i w Al. Jerozolimskich, a jeśli to za daleko to
pójść na stację i spróbować się zmieścić w SKM-ce). Ci ludzi pracują w
Warszawie, korzystają z jej dróg, kin i teatrów, dzieci wielu z nich chodzą tam
do szkoły lub studiują, ale nie mają najmniejszego wpływu na miasto, gdyż nie
mogą w wyborach głosować w Warszawie. Jeśli Pruszków byłby dzielnicą, to mogliby
wybierać zarówno władze Stolicy, jak i radnych własnej dzielnicy.

> osobiście mieszkam i pracuję w Pruszkowie.

I to Ci się chwali :)



Temat: Zamieszanie wokół MOS
Część przedmówców zwyczajnie napisało posty pozbawione sensu.
W sprawie nie jest najważniejszy brak dofinansowania obozów sportowych to tylko
jeden z elementów mających na celu "rozwalenie" koszykówki młodzieżowej w
Pruszkowie.
Na marginesie jesli ktos uważa że 200 000 w budżecie starostwa to kolosalna suma
to zupełnie nie zna realiów gdyż np. na budowę ulic to drobniutka kwota
natomiast jako dofinansowanie dla dzieciaków dość pokażna gdyż sportu bo w tym
konkretnym przypadku to także prócz koszykówki - siatkówka,gimnastyka sportowa
nie uprawiają tylko dzieci super sytuowanych finansowo rodziców.

Ale wracając do sedna główny problem to sam pomysł starostwa mający na celu
uniemożliwienie uprawiania sportu przez dzieci i młodzież poprzez totalnie
bzdurne działania. Po duzych imprezach typu olimpiada czy mistrzostwa świata
pisze się często że mamy słabe wyniki gdyż trzeba pracować z dziećmi i młodzieżą
aby potem były wyniki a teraz to co starostwo powiatowe wyrabia z MKS MOS to
burzenie kilkudziesięciu lat cięzkiej pracy wielu osób i bazy szkoleniowej
właśnie najmłodszych adeptów sportu.

Co do wybijania szyb - każdy logicznie myslący człowiek wie że zdecydowana
większosć rodziców stara się wychowac dzieci na dobrych obywateli jednak jest
naturalne że zdecydowanie łatwiej to zrobić jesli dzieci i młodzież ma możliwość
zagospodarowania swojego wolnego czasu gdyż ograniczamy przez to "czas na głupie
młodzieńcze pomysły".Może to być sport,sztuka,kultura. Tak wiec skoro mamy w
mieście coś (MKS MOS)co budowane było przez kilka pokoleń i co najważniejsze
nasze miasto słynie w całym kraju dzięki temu z koszykówki to nie widze ani
odrobiny sensu i logiki w tym aby to jakaś polityczna szajka w postaci ludzi ze
starostwa powiatowego w Pruszkowie w imię (właśnie w imię czego?)najzwyczajniej
w swiecie zniszczyła !!!
Oczywiście że można wozić dziecko na zajęcia do Polonii Warszawa, MKS Ochoty
Warszawa aj co ja mówię może urzędnicy ze starostwa nawet dadzą na taksówkę i
nawet do ŁKS-u Łódż ale w moim mniemaniu to jednak nie najlepszy pomysł ale moze
o to chodzi ??!!
Jeśli tak to zamknijmy także wszystkie szkoły ,przedszkola, wszelkie inne
ośrodki zajęć pozaszkolnych, rozwalmy basen i co tam jeszcze można rozwalić, do
Warszawy przecież niedaleko więc dzieci tam mogą uczęszczać na zajęcia czyż nie??

Sprawa obecnej skandalicznej decyzji władz starostwa powiatowego nie dotyczy
tylko obecnie trenujących dzieci ale dotyczy całej społeczności i mam nadzieję
iż wszyscy świadomi mieszkańcy Pruszkowa oraz całego powiatu przyłączą się do
walki o normalność w naszym regionie bo przypominam to nie my jestesmy dla
władzy ale władza dla nas bo to my jako społeczeństwo wybieramy ich jako naszych
przedstawicieli a w przypadku działań Pani starościny oraz jej współpracowników
w sprawie MKS MOS PRUSZKÓW mamy do czynienia z jawnym postepowaniem na naszą
szkodę, nas jako tutejszej społeczności na to co chyba jest logiczne pozwolić
nie powinniśmy




Temat: Co słychać u ANI Z PRUSZKOWA Z 5 DZIECI
Co słychać u ANI Z PRUSZKOWA Z 5 DZIECI

Witam wszystkich ponownie,
od sierpnia 2004 roku pomagamy z grupą osób z tego forum i innych rodzinie
wielodzietnej z Pruszkowa k/Warszawy. Dawno o nich nie pisałam więc załaczam
linki do starych wątków:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=615&w=23414909&a=23414909
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=615&w=17866910&a=17866910
W tej chwili ich sytuacja jest taka: dzieci są w wieku
Milena 9 lat, III klasa - ubrania na 140, but nr 34
Emila 8 lat, II klasa - ubrania na 128-132, but 31
Paweł 7 lat, zerówka - ubrania na 122-128, but 32
Marcin 3 lata i 2 miesiące - ubrania na 110, but nr 28
Piotruś 2 lata i miesiąc - ubrania na 98 i 104, but nr 25

Sebastian w czewrcu wyszedł z więzienia gdzie siedział z kradzież prądu, gdyż
ich lokal nie ma żadnych wygód: pokój z kuchnią, bez wody, ubikacji, łazienki,
gazu i prądu wiec sobie podłaczyli nielegalnie i zostali złapani na tym. Cześc
kary Sebastian ma zamienioną na pracę społeczną i odpracowauje raz w tygodniu.
Ania od kilku tygodni pracuje w MZO w Pruszkowie, zarabia niecałe 700 zł na
rękę, oprócz tego dostają zasiłek rodzinny 270 zł oraz niewielką celówkę (bo
Ania pracuje). Dzieci w szkole dostają obiady darmowe, są zgłoszeni też do
stypendium (Emila i Milena bo na zerówkę nie przysługuje) i z niego dzieci
dostają podręczniki, opłacany mają basen, wycieczki - ale to będzie od
listopada i musieliśmy im kupić po 1 części podręczników "Wesoła szkoła".
Dostały wszystkie przybory szkolne. Mają wystarczającą ilosć ubrań.

Sebastian okazał się odpowiedzialnym człowiekiem. Dobrze zajmuje się dziećmi
gdy Ania jest w pracy, chodzi też do lekarzy z małymi. Marcinek po kwietniowym
dramacie drgawek goraczkowych gdy mało nie stracił zycia jest pod opieką
neurologa dziecięcego, teraz załatwiam mu badanie słuchu i logopedę gdyż mimo
że ma 3 lata nic nie mówi, choć wszystko rozumie. W rodznie NIE MA problemu
alkoholu ani przemocy. Jednak rodzice są trochę "niewydolni wychowawczo" tzn.
trzeba im pomgac załatwiać formlaności, nauka niestety nie jest dla nich wazna
.
My, to znaczy: cruella, malgog, kasiagleb, glupiakazia, glenkora, arwena_11 i
anke anek i ja jako koordynująca, w tym roku szkolnym koncentrujemy się na
pomocy dzieciom w nauce. Paweł powtarza zerówkę gdyż jest opóźniony i nie
zdołała opanowac wystarczająco materiału. Emila z trudem zdała do II klasy,
tylko dlatego że ją douczałam w zeszłym roku. Dlatego w tym roku osoby przeze
mnie wymienione finasują dojazdy Emilki i Pawełka do mnie do domu, 2 razy w
tygodniu w celu wspólnego odrabiania lekcji i ćwiczenia zaległości. Bez tego
ta dwójka sobie nie poradzi z programem szkolnym. Milena uczy się dobrze. Ja
jestem niepełnosprawna i dlatego dzieci musza być dowiezione do mnie na naukę,
oczywiście nie biorę za naukę ich pieniędzy.

Ponieważ mozliwości finansowe naszej grupy się wyczerpują na samych dojazdach
na naukę, a chcemy troszeczkę dożywić jeszcze dzieci, SZUKAM OSOBY/OSÓB DO
ZROBIENIA PACZKI ŻYWNOŚCIOWEJ raz na kilka tygodni.
Genaralnie mi im jedzenia już nie dajemy, sporadycznie. Jednak gdzieś raz w
miesiącu jest kryzys, Ania prosi np. o kasze mannę, kilka pieluch "do
wypłaty", cukier czy coś innego. Nie mamy za co już im kupowac tego a
chcielybyśmy żeby dzieci dostawały coś zawsze konkretnego do jedzenia. Zwracam
się z apelem na tym forum czy znajdzie sie ktoś lub kilka osób które mogłyby
zrobić raz na jakiś czas paczkę żwynościową i wysłać do mnie - ja wydzielam
dary. Wymienię produkty które zawsze się przydadzą:
- cukier, makaron, olej
- pasztety w puszce, serki topione
- dżemy, chrupki do mleka
- kasza manna, kaszki mleczno-ryzowo owocowe, mleko Bebiko 3 lub Nestle Junior
lub zwykłe mleko w kartonie
- szampon, płyn do mycia naczyń, mydła, proszek do prania (nie Dosia bo mają
uczulenia)
- pieluchy każda ilość (nawet 2,3 szt) w rozmiarze 15 do 25 kg (czy podobny),
mogą być najgorszej jakości gdyż używa tylko Piotruś i jest zahartowany

Wszelkich info innych udzielam na priv.
Proszę o niezgłaszanie się osób niepowaznych, które coś obiecają i nie
odzywają się więcej.




Temat: Ciemne strony historii
To ja Wam opowiem jak bywało. Miałam w rodzinie powstańca, mojego teścia.
Rodzina pochodziła z Torunia.Znana była. Jego ojciec był przed wojną figurą w
tym mieście, miał fabrykę, zatrudniał 100ludzi. Miał 3ch synów, duży dom i ogród
z basenem. A synowie , nastolatkowie wówczas,budowali żaglówkę...na strychu, w
tajemnicy. A jak zbudowali, to trzeba było część dachu rozebrać by ją znieść na
dół;))Niemcy chcieli go zmusić do podpisania volklisty. Zostawił wszystko i z
cała rodziną uciekł w ostatniej chwili, bo już Gestapo po nich szło.Babcia
mojego męża zdążyła tylko zabrać kapelusz i perfumy;)) Schronili się w
Pruszkowie pod W-wą.Teść uczęszczał podczas okupacji na tajne komplety w Szkole
Wawelberga i tam nawiązał kontakty z AK.Był najmłodszy z braci.W chwili wybuchu
powstania miał 21 lat i żonę w 9tym miesiącu ciąży.Gdy jechał ostatnią kolejką z
Pruszkowa do W-Wy, do powstania,/bo potem kolejki już nie jeżdziły/, moja
teściowa nie chciała go puścić, chciała jechać z nim.Chciała wsiąść z nim do
pociągu.Takie miała rozeznanie w sytuacji jak to będzie wyglądało;(( Zrzucił ją
ze schodów wagonu i pojechał.A teściowa w drodze powrotnej do domu zaczęła
rodzić. Mój mąż urodził się 3.08 przy huku wystrzałów, bo walki toczyły się też
w Pruszkowie.Teściowa żywiła się podczas karmienia dziecka w większości mąką
pomieszaną z wodą, bo nie było nic innego.Miała dla dziecka 10 pieluch.Starsi
bracia, którzy już nie byli tak romantycznie patriotyczni, naiwnym patriotyzmem
młodości, gdy przyszli emisariusze, by tak jak pisała Berta, wyłowić młodych do
powstania, schowali się. Teść walczył w batalionie Kiliński,był dowódcą
pododdziału, bo wcześniej ukończył kurs wojskowy organizowany przez AK.Zaczęli
swój szlak bojowy od obecnego pl.Powstańców/jest tam teraz pomnik ku ich czci/.I
przez Świętokrzyską szli zdobywać PASTĘ/to ten zabytkowy budynek przy
skrzyżowaniu Marszałkowskiej ze Świętokrzyską/. Gdy dotarli do celu schowali się
w bramach bo Niemcy silnie ostrzeliwali okolicę. Żołnierze oddziału mojego
teścia, kilkunastoletni chłopcy, bali się wyjść z bramy, by przeskoczyć przez
ulicę i zbliżyć się pod budynek PASTY.Teść chciał dać im przykład, wyszedł.Kula
go nie dosięgła, ale granat rozerwał rękę. Wiadomo jakie były warunki opieki
medycznej. W powstańczym szpitalu dostał zakażenia. Niemcy szpital zdobyli i
wszystkich rannych powstańców wsadzili do transportu do Oświęcimia. Jechał z
kolegą z oddziału. Tamten był lekko ranny.Wyrwał deski z podłogi bydlęcego
wagonu i wyrzucił teścia na tory i sam wyskoczył.Niemcy za nimi strzelali, ale
nie trafili.Potem zaciągnął nieprzytomnego/bo już się wdała gangrena/ w
bezpieczne miejsce, a sam poszedł zawiadomić rodzinę. Odnaleziono teścia.
Odratowano.Przed powstaniem ważył ponad 70kg. A jak go odnaleziono 40 parę. Ale
ręki nie udało się uratować. Trzeba było amputować, by uratować mu życie.Po
wojnie przez kilka lat, teść spotykając się z uratowanymi kolegami, pił i czekał
na 3cią wojnę, nie mogąc pogodzić się z istniejącą sytuacją.Ojciec teścia w
pierwszych latach po wojnie odzyskał fabrykę w Toruniu, ale potem została
przejęta przez państwo, zburzona i na tym miejscu wybudowano osiedle
mieszkaniowe.Życie toczyło się jakoś dalej, synowie jakoś się pourządzali,
założyli rodziny.Teść został po wojnie odznaczony przez organizacje kombatanckie
AK krzyżem Virtuti Militari. Zmarł w 1974 roku na raka w wieku 51 lat.Jego
dewizą życiową było hasło"Bóg, honor i Ojczyzna" i jak mówiła teściowa,
zwracając się do niej dodawał, "i Ty". Takie to było pokolenie.



Temat: Zapytanie o nasz czołg - konkretny model i typ
Czołg i okolice
Czy czołg to poroniony pomysł? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy
spojrzeć na czołg bardziej kompleksowo. Jeśli chodzi o walory
artystyczne i poznawcze czołgu jako pomnika, nie ustępuje on w tej
roli innym obiektom. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że jest to
kawałek, a w zasadzie kawał, interesującej sztuki użytkowej (o tym
do czego miał czołg służyć nieco dalej). W porównaniu do betonowo
granitowych bloczków bez wyrazu, czy maszynowo produkowanych w
Chinach rzeźb i innej sztuki, nazwijmy to abstrakcyjnej, jest
czymś, co przyciąga zainteresowanie. Dlatego to przy czołgu umawiano
się na randki i to czołg był podstawowym miejscem orientacyjnym
miasta, a nie dajmy na to któreś z tych białych, co to po całym
Pruszkowie są porozrzucane. Ponadto, czołg jako taki, z łatwością
wyprzedza inne dzieła (nie mylić z działami) w kategorii: nośnik
znaczeń i symboli. Konia z rzędem artyście, który stworzy coś choć w
połowie tak bogatego w skojarzenia jak czołg. Ta twarda skorupa,
gąsienice, z których jak wiadomo wykluwają się motyle, ta długa
prosta lufa…Ekhm. Dosyć, każdy przecież dostrzeże coś innego. ;)

Będą również tacy, którzy w czołgu zobaczą przede wszystkim symbol
zniewolenia. Chyba Norman Davies napisał, że „okupacja w Polsce
zakończyła się w 1989r.” i ja się pod tym podpisuję. Z czołgiem jako
symbolem „władzy ludowej”, czy też dominacji radzieckiej rozprawić
się jest najtrudniej, bo nie ulega najmniejszej wątpliwości, że
postawiony został przede wszystkim po to, aby wszechmoc tej władzy
podkreślać. W tym kontekście czołg nie ma prawa istnieć. Dlatego
kontekst ten należy zmienić. Zresztą, zmiana owego kontekstu już
dawno nastąpiła. Czołg na długo przed jego usunięciem stał się z
pustego symbolu politycznego symbolem pokoleniowym. Utożsamiali się
z nim ci wszyscy, którzy dorastali, żyli i pracowali w naszym
mieście w latach ’60, ’70 a nawet ’80, bo przecież fakt, że czołg
celował lufą w Dom Partii również nie był bez znaczenia. ;)

O dość dawnym oderwaniu się od czołgu owego kontekstu politycznego
świadczy to, że czołg był za czasów „ludowych” przede wszystkim
miejscem inspirujących zabaw. Pokażcie mi Pruszkowianina, który nie
potrafiłby z pamięci odtworzyć detali tego pomnika. Poznawaliśmy je
jako dzieci, namiętnie po czołgu łażąc, wpełzając do środka,
fotografując i rysując. Czy tego chcieliśmy, czy nie, czołg stał się
ważną częścią nas samych. Wcale nie najgorszą. W ten sposób z
narzędzia propagandy, czołg stał się symbolem pokolenia pruszkowian
mówiących o sobie: „Born in The PRL”. Jeśli spojrzymy na mapę miasta
to pokolenie tych ludzi naprawdę sporo zrobiło. Narobiło też sporo
głupot, ale w końcu to przecież oni obalili komunizm. Czołg jako
przypomnienie tamtych dziwnych czasów, pamiątka po Pruszkowie,
którego już nie ma, sentymentalny powrót do sklepu Agatka, trzech
kin i odkrytego basenu kąpielowego, ma rację bytu. Jest punktem
zaczepienia w historii miasta tak jak elektrownia, ZNTK, szpital
Tworkowski, czy pałacyk Potulickich.

Ostatnim, jak mi się wydaje, ośrodkiem kontrowersji może być sam
czołg jako przedmiot. Niewątpliwie jest to narzędzie służące wojnie,
czyli z samej swojej istoty mało pacyfistyczne. Czy stawianie na
postumentach narzędzi do zabijania jest właściwe? Znowu zależy to od
tego w jakim kontekście to robimy. Krzyż również służył do zabijania
i zadawania męczarni, jednak patrząc na niego nie o tym, albo nie
tylko o tym, myślimy. Podobnie patrząc na czołg, możemy widzieć
tylko kupę śmiercionośnego żelastwa, ale także stawiać sobie
pytania: Jak by wyglądał nasz kraj, gdyby ten czołg do niego nie
wjechał? Albo, czy istnieje wojna sprawiedliwa? Czy mamy prawo się
bronić? Jak daleko ta obrona może być posunięta? Czy mamy prawo
atakować, zwłaszcza gdy atak jest jedyną formą obrony, albo
warunkiem przeżycia? W tym sensie czołg zyskuje jeszcze jeden
wymiar. Filozoficzny.
: )




Temat: Co radny zrobił w twojej okolicy ?
patrzacy.z.boku
Przedstaw się. Anonimowość na Forum i tak nie ochroni Twojej
anonomowości w sądzie. Pisząc kłamstwa pamiętaj, że po rozprawie
Twoje nazwisko zostanie publicznie przypisane do Twoich tekstów.
Rzeczywiście wójt Iwicki zrobił ulicę Godebskiego, tyle, że w
Jankach, a ta rozsypała się po 4 miesiacach. Ulicę Godebskiego w
Raszynie zrobił tandem Rajkowski/Chmielewski i jak na razie sie
nigdzie nie sypie. Może dlatego, że wicewójt Chmielewski częsciej
był na tej budowie niż niepracujący juz dla gminy inspektor
nadzoru?...
W tej kadencji, radny Iwicki nie zrobił nic. Mógłbym go z tego
rozgrzeszyć, bo nie mógł nic zrobić mając przeciwko sobie prawie
całą Radę Gminy. Niestety, jak juz mu to kiedyś wytknąłem ma chore
pojęcie samorządności. To chore rozumienie istoty samorządności
spowodowało, że kiedyś był złym wójtem, a dziś jest złym radnym.
Dziś pozywa obecne władze, za robienie chodnika wzdłuz Alei
Krakowskiej od szkoły do Młynarskiej i od koscioła na cmentarz.
Obecne władze rzeczywiście nie musza tego robić. Nie muszą wspomagać
Zarządu Dróg Krajowych i Autostrad. Mogą pisać do nich pisma i
czekać. Tyle, że ZDKiA czeka, aż Krakowska przejdzie pod jurysdykcję
powiatu i nic nie zrobi, a za kilka lat powiat będzie wszystkie
pieniadze wydawał w Pruszkowie a nie w Raszynie. W koncu czy po tych
chodnikach chodzą mieszkańcy Warszawy, Pruszkowa, czy Raszyna????
Kiedyś ekswójt mógł wywalczyć z GS-em prawo własności gruntu. Dziś
mielibyśmy taka kasę z tytułu dzierżawy, że można by za to zrobić te
chodniki. GS-owi odpuścił, a mieszkańcom Grocholic nie. Dlaczego?
Choć prawie co miesiąc spotykam sie z radną Koper na zebraniach Rady
Osiedlowej, ani razu nie słyszałem o żadnym maszcie. Obiecuję, że ja
o to spytam i opublikuję jej wyjaśnienie na tym Forum.
Nie odczuwam osobistej animozji do radnej Lipińskiej, którą znam
osobiście. Jest w opozycji, więc nie zarzucę jej w nastepnych
wyborach, że nic nie zrobiła, bo ... nie mogła. Pisze o niej tylko
dlatego, że to Ty ją wywołałes do tablicy. Ona ma prawo nic nie
zrobić bo ma przed soba jeszcze dwa lata kadencji, a obecna władza,
która wybudowała przez dwa lata więcej i lepiej niż poprzednia przez
cztery lata jest według Ciebie be.
To zupełnie tak jak w ostatniej kampanii wyborczej. Wójt Rajkowski
był be, bo basen i gimnazjum wybudował z defektami, a Iwicki jest
cacy bo dokonał w tych obiektach drobnych remontów. Gdzie jest
reszta kasy z różnicy kosztów miedzy duzymi budowami a drobnymi
naprawami?????
W swojej walce o własne stołki stale strzelacie sobie samobóje. Ty
przywołałeś ulice Godebskiego. Krótszą i o mniejszym natężeniu
Godebskiego w Jankach zrobioną przez Iwickiego, która posypała sie
po 4 miesiacach i dłuższą o ogromnym natężeniu Godebskiego w
Raszynie, która po 4 miesiącach jeszcze nigdzie się nie zarwała....
Jeśli chcecie kiedyś wrócić do władzy w naszej gminie to zacznijcie
coś wreszcie robić, wstrzymajcie się z bezsensowną krytyką do końca
kadencji i wyciągnijcie wnioski z własnej wcześniejszej
działalności, pod warunkim, że przestaniecie traktować nas,
mieszkańców Raszyna jak idiotów, którzy niczego nie pamiętają i
niczego nie rozumieją....
Patrzacy.z.boku
Jeśli nie jesteś np. eks wicewójtem i jesteś pewien swoich racji,
przedstaw się na tym Forum.



Temat: Blaski i cienie mieszkania poza miastem.
Hoho, witaj Senta !!!

Zapewne wiele jest plusów i minusów mieszkania w mieście, jak i plusów i
minusów poza miastem w domku.

Kwestie najważniejsze:

1. Bezpieczeństwo.
Mam znajomych, którzy maja domki w takich miejscowościach jak Otwock, Pruszków,
Ząbki.
Chałupy samej na dłuższy okres, to raczej nie zostawią. Tyle włamań było w
okolicy (do tych, którzy nieopatrznie wyjechali na miesiąc na urlop), że reszta
się boi. Efekt - moi znajomi urlop spędzają w domu. Chyba że znajdą kogoś po
rodzinie, kto zgodzi się pilnowac ich dom.
OK. - są alarmy, monitoring itp. Ale wszystko do obejścia dla włamywaczy.
Do mieszkań też sa włamania, lecz nie ulega watpliwości, że mieszkania jest
łatwiej upilnować zwłaszcza gdy osiedle jest strzeżone.

2. Dojazdy.
Głównie do pracy.
Jeśli masz jechać półtorej godziny w jedną stronę, to wychodzi ci 3 godziny
dziennie stracone.
Masz samochód? - fajnie, dojedziesz szybciej. Dla pewności kup se drugi, bo jak
ten się zepsuje, to leżysz. Masz 4 autobusy dziennie.
Jestes szczęściarzem, gdy mozesz skorzystac z kolejki podmiejskiej.
A w zimie? Czy jakieś słuzby odśniezają wsie? Niestety zima w Polsce trwa. Nie
zawsze jest mocno śniezna.

3. Życie codzienne - zakupy.
Brakło ci chleba na kolację. W mieście masz pod nosem sklep całodobowy, albo
pobliska stację benzynową. Na wsi do pobliskiego sklepu 3 km. O wyjściu do
kina, teatru, kawiarni, klubu raczej nie myśl. No chyba, że masz samochód i
akurat nie zawiało ci drogi.

4. Cisza.
Bez przesady z tym hałasem i smrodem w mieście. Czasami, jak źle trafisz, to
większy hałas i smród masz poza miastem.
Przykład? - Problemy ludzi z nielegalnym szambem sąsiada na Białołęce,
mieszkanie w strefie lądowań samolotów, jak w osiedlach położonych w otulinie
lasu Kabackiego.
W mieście nie musisz kupować mieszkania przy arterii komunikacyjnej.
Ja np. mam mieszkanie w okolicach Wola Parku na warszawskiej Woli. Do
Górczewskiej 70 metrów, a hałasu tyle, że aż musze mocno wytężyć słuch, by
posłyszeć ruch uliczny (a wcale nie jestem głuchy).
Do autobusu mam 100 metrów, do centrum handlowego 250 m., a by pójść do
najblizszego sklepu spożywczego nie muszę nawet zakładac butów.
Sąsiad głośno gra radio? Na górze tupią? No to może być problem. Jak sie trafi
na "wiochę" która zamieszkała w mieście. ("wiocha" w cudzysłowiu, bo chodzi mi
o znaczenie tego słowa w innym sensie).
Ja na całe szczęście na sąsiadów nie narzekam. Wcale ich nie słysze. Może przez
to, że nowy dom i wyciszony, a może sąsiedzi pełni kultury.

No i jaki wniosek?
Chciałbym zamieszkac na wsi pod lasem. Mieć dom z ogrodem i basenem. Cisze i
spokój. Ale jak będę na emeryturze.
Na razie chcę i musze mieszkać w mieście.
Tu też można znaleźc cisze i spokój.
A chociazby na osiedlu Marina w Warszawie.




Temat: Plany inwestyvyjne i rozwojowe Koleii Mazowieckich
Plany iwnestycyjne KM - cd..
Najważniejsze zmiany w nowym rozkładzie jazdy pociągów:
1. wdrożenie do wykorzystania nowoczesnego taboru – ezt ER75 FLIRT, który będzie się poruszał z prędkością do 130 km/h i obsłuży 37 pociągów relacji:
• Warszawa – Siedlce – Warszawa,
• Warszawa – Mińsk Mazowiecki – Warszawa,
• Warszawa – Łowicz Główny – Warszawa,
2. objęcie obsługą składami zestawionymi z wagonów piętrowych:
a. połączeń przyspieszonych ( cena biletu obowiązywać będzie wg taryfy na pociągi osobowe) :
• Warszawa – Płock – Warszawa,
• Łuków – Warszawa,
• Warszawa – Skarżysko Kamienna – Warszawa,
• Warszawa – Bobrowniki – Warszawa
b. połączeń osobowych:
• Warszawa – Sochaczew,
• Warszawa – Radom – Skarżysko Kamienna,
• Warszawa – Łuków,
3. przejęcie do obsługi własnym taborem pociągów na liniach:
o Radom – Dęblin,
o Radom – Skarżysko Kamienna.

W godzinach szczytu w dni powszednie część pociągów będzie kursowała w wydłużonych relacjach (z Mińska Mazowieckiego do Mrozów, z Otwocka do Celestynowa, z Tłuszcza do Łochowa) oraz część składów zostanie zestawiona z 3 EZT (na linii Skierniewice – Warszawa 2 pary, na linii Tłuszcz – Warszawa 1 para).

4. Rozszerzenie oferty „Wspólny bilet”.

Oferta „Wspólny bilet ZTM-KM” po raz pierwszy została wprowadzona w 2005 roku. Od tego czasu wielokrotnie była modyfikowana i sukcesywnie rozszerzana.

Aktualnie obowiązująca oferta „Wspólny bilet ZTM-KM-WKD” umożliwia, osobom posiadającym bilet okresowy ZTM: 30 - lub 90-dniowy (zakodowany na Warszawskiej Karcie Miejskiej lub Elektronicznej Legitymacji Studenckiej) albo dobowy, 3 i 7 – dniowy, korzystanie z przejazdów pociągami „Kolei Mazowieckich” na obszarze:
 Miasta st. Warszawy ograniczonym stacjami: W-wa Ursus, W-wa Gołąbki, W-wa Choszczówka, W-wa Wola Grzybowska, W-wa Falenica, W-wa Jeziorki oraz
 na odcinku W-wa Wileńska – Ząbki.

Dotychczas obowiązująca oferta „Wspólny bilet” obejmuje praktycznie wyłącznie obszar
I strefy biletowej Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
Rozumiejąc potrzebę doskonalenia oferty „Wspólny bilet” w Spółce powołano dwa zespoły robocze do wdrożenia:
1) oferty „Wspólny bilet” w całym obszarze II strefy Zarządu Transportu Miejskiego obejmującej większość obszaru metropolitalnego Warszawy,
2) elektronicznego biletu „Twoja Karta KM”.

Efektem pracy pierwszego zespołu jest sfinalizowanie uzgodnień z ZTM w sprawie rozszerzenia od dnia 15 listopada 2008 r. oferty „Wspólny bilet ZTM-KM-WKD” o relacje do Pruszkowa i Sulejówka Miłosnej.

Spółka „Koleje Mazowieckie-KM” jest gotowa do rozszerzenia oferty o II strefę biletową ZTM od 1 stycznia 2009 r. Rozszerzenie oferty „Wspólny bilet” spowodowało utratę przychodów ze strony KM. W chwili obecnej trwają negocjacje z ZTM dotyczące rekompensaty ze strony ZTM dla KM z tytułu utraconych przychodów.

Główną ideą wprowadzenia elektronicznego biletu „Twoja Karta KM” jest zaoferowanie
w 2009 roku mieszkańcom metropolii warszawskiej oraz całego obszaru województwa mazowieckiego, możliwości posługiwania się jednym elektronicznym nośnikiem.
W wersji podstawowej będzie on jednocześnie biletem ZTM oraz KM, a w rozszerzonej, pełnić może funkcje karty bibliotecznej, legitymacji pracowniczej, może być biletem parkingowym, biletem na autobusy dalekobieżne, biletem do kina, teatru, na basen, do muzeów, „kartą turystyczną”, a nawet kartą kibica.
"Koleje Mazowieckie - KM" Sp. z o.o.




Temat: Wiesz już, na kogo zagłosujesz?
dwiebabki napisała:

> Pani Kutynie i kaczej kompanii serdecznie dziękujemy. Jak pokazuje
> komisarzowanie w Warszawie - nauczyciele u władzy się nie sprawdzają. Pracujcie
> u podstaw, czyli w szkole. Metodami Giertycha nie wychowacie młodzieży. Mam
> nadzieję, że wyborcy pozbawią was złudzeń.

tak samo i wy goowno warte od psyche i some jak i ona nauczycielka.

Jak słysze , że kandyduje :

nauczycielka
psycholog
pielęgniarka
związkowiec
finansista bankowy
naczelnik wydziału oświaty
milicjant
b.dyrektor PGM
historyk
prezes fundacji
itp itd lista nie skończona...
którzy oznajmiają, że mają dużo czsu i będą budować:
boiska
hale sportowe
baseny
remontować szkoły i przychodnie
zakładać parki
domy kultury
kina
teatry
sale koncertowe
remontować i ocieplać domy
budować ulice
i ch.j wie jeszcze co?....
i przy tym monitorować zamykać nocne sklepy, a! i jeszcze parkingi!
o Q! a ścieżki rowerowe?!
a NAUCZYCIELOM i pracownikom oświaty pomoże uzyskać godziwe warunki pracy i
realizacji nauczycielskiego powołania, bo przecież związkowiec w niej górą!!!
a prestiż i autorytet władzom,
i jeszcze emerytom kluby starości

i to wszystko tylko minimum za sto tysięcy od łba radnego za 4 lata?
no to koorwa nie warto?
No to co do qrwy nędzy robili dotychczsowi?
radni
przewodniczący komisji
burmistrz
zastępcy burmistrza
naczelnicy
dyrektorzy
specjaliści różnej maści
ta qrwa sekretarka od burmistrz która pamięta na tej funkcji Łokietka?
Tylko podzielili Mokotów na trzy dzielnice? i nie wybudowali łajzy ratusza?
Znajdowali wyskocznie w posły, albo rezygnując z radnego szli na intratne
z góry upatrzone stanowisko?
No qrwa jacy oni szczerzy , mili, przyjaźni....
I ja mam póżniej z wazelinką zapie..ć do nich wszechmocnych, obdażonych zaufaniem wyborców, żeby w pokłonie wyznać / jeżeli dopuszczą przed swoje oblicze/ sprawe z powodu arogancji urzędnika jego niekompetencji buty
sprawe oczywistą do załatwienia, przysługującą mi w/g moich nie zbywalnych praw
obywatela tego kraju, aby wstawił się za mną radny bo słyszałem, że go zna, a więć może przychylnie się odniesię......

MOKOTÓW JEST ZA..Y TAKIMI FRENDZLAMI grającymi przystojniaczków na wszystkim
się znającymi i gó.. robiącymi!!!
ostatnie 4 lata a w mojej pamięci ze czterdzieści wszysto tak samo zachachmęcą sprzedadzą, sprzeniewierzą bo ich działanie nie podlega żadnej odpowiedzialności
finansowej cywilnej karnej ha ha ha - politycznej.
A wszystko to w imię żebym to ja miał wygodnie, sprawiedliwie,uczciwie
po obywatelsku i demokratycznie żyć!

A mnie to na ch.j pridatne...
tak samo i te dwiebabki, bo za trzysta złotych mam trzy i wiem że za mną nie będą chodziły żeby dać im żryć.

P.S a jak już się kidyś wzieli za budowe ratusza to już qrwa będzie trzecia lokalizacja, a! i jeszcze basen wybudowali za cene miasteczka powiatowego,
ale ze strzelnicą, żeby były komendant z malczeskiego miał gdzie z dresami z Pruszkowa negocjować bezpieczenstwo na Mokotowie jako radny i przewodnicżący komisji bezpieczeństwa a Komendanta Głównego zastrzelili i tak jego kumple...
na MOKOTOWIE!
/ nazwisk jeszcze oszczędziłema ale korci mnie , może wtedy poszliby won /



Temat: o pruszkowskiej sortowni MZO
o pruszkowskiej sortowni MZO
dość laurkowo, ale fajnie, że w ogóle coś napisali

Sortownia, czyli ratujmy, co się da

- Takich dużych jak ta jest w Polsce mało. Tu, koło Warszawy, tylko dwie - wyjaśnia prezes Władysław Kącki i z dumą pokazuje obejście. Cóż, gdyby nie szyld, siedzibę Miejskich Zakładów Oczyszczania można by wziąć za jakiś nowy oddział ZUS. Wierzę na słowo, że kilka lat temu były tu błoto i baraki. A to, co jest, powstało małym kosztem i własnym sumptem. Zaczarowany ołówek? Tak jakby. Efekt zbliżony do tego z dobranocki prezes Kącki osiągnął, wykorzystując ukryte umiejętności swoich pracowników. Okazało się, że śmieciarkami jeżdżą zawołani murarze, brukarze i ogrodnicy. Ale wszystkich przebił stolarz, który umeblował cały budynek, a jego szaf, regałów i krzeseł nie powstydziłaby się żadna fabryka mebli.

Trzeba przyznać, że prezes dba o swoje "ołówki" (płaci im ponad 3 tys. zł, funduje basen i wycieczki zagraniczne), ale kiedy trzeba - temperuje na ostro. Wie coś o tym 55 pracowników sortowni, gdzie rotacja jest największa. Podchodzimy do niej akurat, gdy śmieciarka pozbywa się worków z posegregowanymi odpadami. I co? Trafiają na wspólny taśmociąg. Oto dlaczego wrzuca się je do jednej śmieciarki. - Bo nie ma sensu budowania osobnych obiektów dla plastiku, kartonu czy szkła - wyjaśnia prezes. - Sortownia musi być wielofunkcyjna.

Aha. Czyli nie warto wrzucać śmieci do osobnych worków? Prezes protestuje. - Oczywiście, że warto, bo to ułatwia pracę sortowni.

Ta tutaj przypomina tę w ZUSOK-u. Ale są różnice. Na dzień dobry śmieci (30 tys. ton rocznie) przechodzą przez ręce dwóch mężczyzn, którzy rozrywają worki i usuwają szkło. - To najgorszy odpad - prezes uprzedza moje pytanie. - Szkło potrafi zniszczyć taśmociąg w trzy lata.

Potem trafiają do bębna, który dzieli je na trzy sorty. Wszelki drobiazg jest odsiewany i kończy jako balast. Większe odpady wjeżdżają na taśmociągu do pierwszej, a te największe (ponad 20 cm) - do drugiej kabiny. W przeciwieństwie do ZUSOK-u, który spalał butelki PET, tu się je odzyskuje, beluje i sprzedaje po 400-900 zł/tonę.

W kabinach sortowniczych dominują kobiety, a zawdzięczają to prakseologii. "Są wydajniejsze. Mężczyzna robi 700 ruchów na godzinę, kobieta aż 1000". Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy mnie prezes.

Jednak od kobiet szybszy jest taśmociąg. W efekcie - Z odpadów typu mydło i powidło mamy 6 proc. odzysku, a z tych z tych z selektywnej zbiórki - 50 proc. Choć jeszcze w 2005 r. było 80 proc - wspomina szef MZO.

Co się stało? - Do odpadów wysortowanych mieszkańcy cichaczem dodają komunalnych. Bo za te pierwsze często nie muszą płacić, a za te drugie - tak. Ot, takie drobne oszustwo

Świadomy ludzkich słabostek prezes kontroluje, co tylko może. Na wielkim ekranie w dyspozytorni widzi ruch każdej z blisko 50 śmieciarek, bo wszystkie mają lokalizatory GPS. Pojazdy MZO tankowane są na miejscu raz dziennie do pełna, więc przekręty z paliwem nie wchodzą w grę. Przygotowane dla recyklera beloty papieru, tektury i PET-ów są oznaczone nazwiskiem tego, kto je sortował. Do większości pomieszczeń dostępu bronią identyfikatory z czipami. Kiedy więc na koniec stałem przed wielkim akwarium w holu, miałem wrażenie, że i rybki pływają tu na komendę

***

Żegnany przez prezesa i kamery przemysłowe, opuszczam firmę świadomy, że nie oddaje ona polskich realiów. Działa jak dobrze naoliwiona maszynka, a jej szef (notabene "Dyrektor Roku 2007") nie cofnie się przed niczym, co mogłoby ją usprawnić. I to w sposób, który nie każe mu potem uciekać na widok dziennikarza.

***

Wszystko na odwrót

Choć może nie wszyscy kłamią, to wydaje się, że w całym tym biznesie najbliższa prawdy jest statystyka. A ta mówi, że ponad 90 proc. naszych śmieci trafia na składowisko. Nie inaczej było z moimi - trafiły tam, choć nie powinny. - Najpewniej był pan jedynym klientem - jak wyjaśnił mi pracownik konkurencyjnej firmy - który sortował śmieci na trasie tej śmieciarki.

To nie dziwi w obliczu faktu, że oficjalnie 6,8 proc. odpadów poddawanych jest selektywnej zbiórce. Zakładów, które są w stanie zrobić z nich surowiec zdatny do recyklingu jest w Polsce góra 100, wśród których MZO Pruszków ze swoją sortownią, taborem 50 śmieciarek i na dodatek własnym, 14-hektarowym składowiskiem błyszczy jak niegdyś Pewex na tle sklepów gminnej spółdzielni.

wyborcza.biz/biznes/1,100896,7337040,Polacy_lubia_smieci.html?as=4&ias=4&startsz=x





Strona 3 z 3 • Wyszukiwarka znalazła 209 wypowiedzi • 1, 2, 3
 
Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates